Wystąpił błąd w tym gadżecie.

poniedziałek, 17 marca 2014

Emocje jako życiowy kompas

Kiedy ostatnio rozmawiałeś o uczuciach? Dzisiaj? Wczoraj? Tydzień temu? … Nigdy? Zapytałaś dziecko, co czuje? Mówiłaś o uczuciach swojemu partnerowi? Twój ojciec opowiadał Tobie o swoich uczuciach? Może słyszałeś, jak twoi rodzice mówią o swoich emocjach?
Moi rodzice nie rozmawiali ze mną o uczuciach. Nie mówili też nic o swoich. Nie było takiego tematu. Pewnie z nimi też nikt o tym nie rozmawiał. Ich rodzicom, moi dziadkom dorosłe, życie przypadło na czasy wojenne, a wtedy emocje to był chyba ostatni temat, który poruszać było warto. Tak mi się przynajmniej wydaje.
Moja matka i mój ojciec nie rozmawiali o uczuciach, więc się ich nie nauczyłem . Nie potrafiłem powiedzieć, co czuję. Wydawało mi się, że … nic nie czuję.  „Nie czując” polegałem na rozumie. Niestety on mnie zawodził.  Nie dlatego, że był mało sprawny.  Wszędzie tam, gdzie rozum był potrzebny dobrze dawałem sobie radę. Sprawnie rozwiązywałem zadania z fizyki, wyjaśniałem wpływ Czarnej Śmierci na rozwój gospodarki folwarczno – pańszczyźnianej w Europie Wschodniej oraz konsekwencje  kryzysu naftowego w 1973 r. dla eksportu japońskiego przemysłu samochodowego do USA. Korzystając z „rozumu” starałem się także zrozumieć, co dzieje się we mnie i w ludziach wokół.  Z dużą biegłością (tak myślałem) wyjaśniałem sobie motywy swojego postępowania, analizowałem zachowanie innych. Tylko, że tutaj ponosiłem porażki.  Moje wyjaśnienia i analizy nijak nie miały się do rzeczywistości. Czegoś mi brakowało do podejmowania dobrych dla mnie decyzji, do rozumienia siebie i innych.
Miałem szczęście. Zmierzyłem się z życiem i zacząłem uczyć się go od nowa. Naukę zacząłem od rozpoznawania tego, co czuję, od nazywania emocji, rozumienia emocji, dostrzegania związku pomiędzy emocjami a działaniem. Rozmawiałem czytałem, myślałem, czułem. W Internecie jest wiele list emocji. Są „instrukcje obsługi” wyjaśniające, jak poprzez reakcje ciała można rozpoznawać własne emocje. Są propozycje ćwiczeń, służących uczeniu się emocji (np. zapisuj wieczorem, co czułeś w ciągu dnia w różnych jego chwilach).
Teraz wiem, że emocje są naszym wewnętrznym kompasem. Gdy czujemy radość to znaczy, że to, z czym jest związana jest dobre dla nas. Gdy czujemy lęk, to znaczy, że coś nam grozi. Gdy czujemy złość, to ktoś lub coś narusza nasze granice, próbuje zrobić nam krzywdę.  Kierowanie się tym kompasem wymaga umiejętności rozpoznawania własnych uczuć. Teraz na pytanie „co czujesz?” odpowiadam z coraz większą łatwością. Czuję, że czuję, wiem, co czuję i rozumiem, skąd się to uczucie bierze. Mogę teraz podejmować lepsze dla mnie decyzje. Lepsze także dla innych – bo prawdziwe. Mogę zadbać o to, by doświadczać, jak najwięcej przyjemnych emocji w sposób, który pozwala mi się rozwijać i służy też innym (czy zdajesz sobie sprawę z tego, jak  silnych i przyjemnych emocji dostarcza wyrażanie wdzięczności dla innych?). Przyjemne emocje to nie tylko jaśniejsze dni (mimo dzisiejszego ataku zimy). To także silniejsze relacje z innymi, lepsze zdrowie, nawet więcej sukcesów w pracy. Nie tłumię nieprzyjemnych emocji. Nie mogę ich uniknąć. Zdarza się i będzie się zdarzało coś, co nie będzie zgodne z moimi oczekiwaniami. A wówczas pojawią się nieprzyjemnie emocje. Nie próbuję im już zaprzeczać. To zresztą w istocie nie możliwe. To tak, jakby po włożeniu ręki do rozgrzanego piekarnika próbować mówić, że nic się nie dzieje – ten ból nie to nie ból, a bąble oparzeniowe to …taka nasza uroda. Czując złość, smutek, żal akceptuję je, wsłuchuję się w to, co mi mówią, co dla mnie oznaczają i dokąd mnie kierują.

Emocje są naszym kompasem. Nie musimy jednak iść tam, gdzie nam wskazują.  Będąc świadomymi ich możemy podjąć decyzję, aby postąpić zgodnie z nimi lub pozwolić im odejść. Czasem bowiem emocje pochodzą nie z „tu i teraz”, a są jedynie pamiątką z przeszłości. Czasem też pojawiają się, gdy wyobrazimy sobie groźną przyszłość. Nasz nieświadomy umysł nie rozróżnia tego co było, jest i myślimy, że będzie. Wiedząc o tym nie muszę unikać spływów kajakowych dlatego, że 30 lat temu wpadłem do wody lub wyobrażam sobie, że teraz czeka mnie tsunami na Czarnej Hańczy.
Świadom swoich emocji mogę też zadbać o ich wyrażanie. Nie muszę krzyczeć, walić głową w ścianę lub płakać. Mogę je nazwać, powiedzieć o nich innym i w ten sposób zadbać o siebie i swoje relacje.
Można nauczyć się rozpoznawania i nazywania emocji. Można i warto włączyć je w nasz wewnętrzny proces podejmowania decyzji. Jeżeli tego nie zrobimy to czeka nas wiele trudnych chwil, niezrozumiałych reakcji i niespełnionych planów.
Ze mną rodzice o emocjach nie rozmawiali. Ja zacząłem rozmawiać. Wielu ludzi jednak nie podejmuje takich działań.  Może więc warto o emocjach rozmawiać w szkole? Nie o emocjach bohaterów lektur (ich emocje to dobry wstęp), lecz o emocjach przeżywanych przez dzieci.  W ten sposób pokażemy ich wartość, nauczymy dzieci je rozpoznawać i nazywać. Dyskutując o różnych sytuacjach i związanych z nimi emocjach możemy pokazać, jak one powstają i o czym świadczą.  Możemy też uczyć młodych ludzi, co można zrobić, aby nie obezwładniały, nie odcinały od świata. W ten sposób pomożemy dzieciom żyć pełniejszym i szczęśliwszym życiem.  


Zaprawdę powiadam wam, warto uczyć się i uczyć innych, tego co dzieje się w naszych sercach!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz