czwartek, 25 lutego 2016

Możesz się tego nauczyć!

Czy wiesz, że kiedyś Einstein nie umiał liczyć do 10? Naprawdę!
Możesz powiedzieć, że to oczywiste. Każdy kiedyś zaczynał od liczenia na palcach, a potem niektórzy dochodzili do obliczeń udowadniających teorię względności. O co z tego?
Ano to, że jak się uczysz to się nauczysz.
Oczywiste?
Niekoniecznie. 
Czy zdarzyło Ci się myśleć: jak się tego nigdy nie nauczę? Czy zdarzyło Ci się usłyszeć to od kogoś?
Dzieci rodzą się ze zdolnością uczenia się i wytrwałością. Pomyślmy ile wysiłku i prób wymaga nauczenie się trafiania łyżką do buzi czy chodzenie. Próbują, próbują i osiągają.
Co przeszkadza, aby było tak w późniejszym szkolnym i dorosłym życiu? Co dzieje się, że w którymś momencie zaczynają myśleć "ja się tego nie nauczę"? (a za tym przecież idzie rezygnacja z prób i w efekcie brak efektów).
Najważniejszą rzeczą jaką warto, aby dzieci się nauczyły to to, że mogą się nauczyć. Może będzie wymagało to wielu prób. Może nie opanują pewnej wiedzy czyt umiejętności doskonale. Ale mogą się nauczyć!
Warto więc
- nieustannie powtarzać dzieciom: dasz radę, możesz to zrobić,możesz się tego nauczyć,
- stwarzać sytuacje w których dzieci osiągną sukces w uczeniu się,
- nazywać ich osiągnięcia,
- wskazywać, że nauczyły się bo poświeciły czas , uwagę, wysiłek,
- chwalić je za to,
- w przypadku porażek, pokazywać, że to też sposób na uczenie się (np. tego jak się czegoś nie robi),
- akceptować je w pełni i bezwarunkowo - nie uzależniając tej akceptacji od sukcesów.
Warto, aby dziecko pomyślało:
Mogę nauczyć się!

środa, 24 lutego 2016



Daleko stąd (w USA) i dawno temu (w 1965 r.) pewna ciekawska para (Robert Rosethal i Lenore Jacobson) postanowiła eksperymentalnie sprawdzić, w jakim stopniu przekonanie o tym, że ktoś jest inteligentny może rzeczywiści wpłynąć na jego inteligencję. 
Eksperymentu dokonano na dzieciach (przepisy tego nie zabraniają - co innego, jeśli chodzi o zwierzęta) i nauczycielach w pewnej szkole podstawowej znajdującej się w słonecznej krainie (Kalifornii). 
Nauczycielom powiedziano, że będą pracować z dziećmi ponadprzeciętnej inteligencji (nie było to prawda – ot , takie małe kłamstwo w celach naukowych). 
Po kilku miesiącach porównano osiągnięcia tych dzieci z ich osiągnięciami przed eksperymentem.
Okazało się – niczym w mitycznej opowieści o Pigmalionie – że jeżeli bardzo wierzymy, że ktoś jest taki, jaki wierzymy, że jest to on taki może być. W przypadku szkolnym dzieciom , zgodnie z tym w co wierzyli nauczyciele – przybyło inteligencji. W przypadku mitycznego Pigmaliona posąg pięknej kobiety stał się piękną kobietą (ciekawe, czy nadal była milcząca?) . 

Ciekawscy badacze zaczęli się zastanawiać, co spowodowało wzrost (mierzonej IQ) inteligencji uczniów.
Okazało się, że nauczyciele, odnosząc się do uczniów, o których myśleli, że są inteligentniejsi zachowywali się inaczej niż wobec tych, o których myśleli , że są „przeciętni”.

I tak nauczyciele do tych „zdolniejszych” :
- częściej się uśmiechali,

- dawali więcej czasu na odpowiedź,

- byli bardziej wyrozumiali wobec ich błędów,

- dłużej tłumaczyli,

- wymagali więcej,

- częściej chwalili.

W efekcie tych zachowań uczniowie nawiązywali bliższy kontakt z nauczycielami, rzeczywiście bardziej angażowali się w naukę i osiągali lepsze rezultaty.

Zjawisko spełniania się pozytywnych oczekiwań wobec kogoś dlatego, że te wyrażamy te pozytywne oczekiwania zostało nazwane „efekt Rosethala” (lub Pigmaliona).

Późniejsi badacze opisane przez Rosethala i Jacobson zjawisko zróżnicowali na „efekt Galatei” i „efekt Golema”.

Jeżeli nauczyciel, wychowawca, rodzic, żywi przekonanie, że dziecko jest „zdolne i pracowite” to postępuje wobec niego w adekwatny sposób i w rezultacie, dziecko zaczyna się zachowywać jak „zdolniejsze i pracowitsze”. (To „efekt Galatei”)

Nauczyciel, który myśli, że współpracuje z uczniami „mało zdolnymi i leniwymi” nieświadomie zachowuje się w sposób, który ogranicza ich możliwości uczenia się, więc w rezultacie zachowują się jak „mniej zdolne i leniwsze”. („Efekt Golema”)

Co z tego wynika?

Zastanów się:

Co myślisz o swoich dzieciach?

Jak warto abyś pomyślał/-ła?

Co zrobisz?


wtorek, 15 września 2015

Szkolne klasówki i optymizm

Martin Seligman, twórca idei psychologii pozytywnej,  pisał, że różnica między optymistami i pesymistami polega na innych sposobach wyjaśniania tego, co się im przydarza.  Wobec niepowodzenia optymista myśli, że to jednorazowe wydarzenie, które nie świadczy o jego możliwościach oraz nie ma do siebie pretensji o to, co się zdarzyło. Pesymista uznaje, że to jego wina, a niepowodzenia będą się zawsze zdarzały i świadczą o jego ogólnej „nieudolności”.
Optymiści mają energię do działania. Pesymiści z czasem rezygnują.
Optymizmu i pesymizmu można się nauczyć. Taką nauką zajmą się przede wszyscy rodzice. Pomagają im w tym nauczyciele. Rodzice przy pomocy nauczycieli mogą nauczyć swoje dziecko optymizmu. Mogą też nauczyć pesymizmu. Niestety.
Czasem mam wrażenie, że uczenie tej drugiej postawy w szkole jest dużo łatwiejsze.
Pomyślmy o klasówkach, sprawdzianach, pracach domowych, projektach i wszystkich tych aktywnościach, za które dzieci mogą dostać szkolne stopnie. Co dziecko może zrobić z informacją, że popełniło wiele błędów i wobec tego dostało jedynkę z klasówki? Może uznać, że to jego wina (dorośli nie omieszkają tego podkreślić – przecież nie powiedzą, że to oni mieli na to wpływ) , że jest „głupie” (tym szybciej im więcej czasu poświęciło na przygotowanie się), nawet „głupsze od innych” (porównując swoją ocenę z ocenami innych uczniów), że następnym razem też dostanie taką ocenę. W niesprzyjających okolicznościach (bez wsparcia dorosłych) w przyszłości, chcąc uniknąć poczucia winy i myślenia źle o sobie (a nikt tego nie lubi), może uznać, że nie warto się uczyć. Następnym razem dostając jedynkę będzie mogło pomyśleć, że „szkoła jest głupia”, a nie ono. Psychicznie to będzie pewien chwilowy komfort. Gorzej będą wyglądały długofalowe konsekwencje takiej postawy. Dla niego i wszystkich wokół.
Można też pomóc dziecku w innej interpretacji tego, co się zdarzyło. Bo właściwie co się stało? Popełniło wiele błędów? Dostało jedynkę?
Myśląc o klasówkach proponuję także zwrócić uwagę na inny aspekt. Klasówki są często traktowane jako sprawdzanie tego, czego nauczyli się uczniowie (choć można tez o nich pomyśleć, jako o sposobie sprawdzenia tego, jak efektywnie pracuje nauczyciel) . Można je potraktować jako sposób uczenia się.  Jak twierdzą psycholodzy – uczymy się efektywniej, gdy liczymy się z tym, że nasze nowe kompetencje będą sprawdzane. Często robienie sprawdzianów może więc pomóc uczeniu się. Warto pamiętać, że ta efektywność może być zmniejszona, gdy obawiamy się negatywnych konsekwencji nie nauczenia się. Jakie to mogą być konsekwencje? Dla ucznia w szkole to idące za „złą” oceną komentarze nauczyciela, kolegów w klasie, pretensje rodziców. Co zrobić więc, aby uniknąć tych konsekwencji?
Proponuję, abyśmy - tak hipotetycznie - zrezygnowali z oceny i informując dziecko o wynikach sprawdzianu pozostali tylko przy wskazaniu jaki popełniło błędy i na czym one polegały. Pewne badania pokazują, że jeśli błąd będzie okazją dla nas do zastanowienia się, co możemy zrobić, aby lepiej sobie radzić z wyzwaniami to wówczas w naszych mózgach pobudzany jest ośrodek nagrody. Błędy zamiast kojarzyć się z pogorszeniem samopoczucia mogą mieć związek  z jego poprawą. Warunkiem jest „uczenie się na błędzie”. W szkole więc po klasówce warto, aby każdy uczeń dowiedział się, co powinien zrobić inaczej niż zrobił, jak ma poprawić swoje błędy. Oczywiście wielu nauczycieli robi coś takiego, jak poprawianie klasówek. Nie chodzi mi tu o napisanie kolejnej klasówki, gdzie będą inne polecenia, a więc okazja do popełnienia innych błędów. To dla niektórych dzieci może być raczej kolejny cios niż pomoc. Bo cóż z tego, że do poprawy nauczyły się tego, co było w pierwszej klasówce?
Warto też przyjrzeć się komentarzom nauczycieli towarzyszącym informowaniu o ocenach. Niektórym zdarza się omawiając wyniki klasówek powiedzieć coś o lenistwie i braku zdolności uczniów. Czasem w sposób zawoalowany – ale dzieci i tak to zrozumieją, rzadko (mam nadzieję) wprost. To prowadzi tylko do niechęci do nauczyciela, przedmiotu, uczenia się. Nikt nie lubi być obrażany.
O niezadawalających wynikach z klasówki można powiedzieć też nie uciekając się do wyrażania opinii o uczniach. Na przykład: „W waszych pracach popełniliście błędy tu i tu. Wobec tego, jeszcze raz przyjrzymy się tym treściom, tak abyście następnym razem zrobili to właściwie”.
Poprawianie klasówek może polegać na zwróceniu uwagi na to, czego nie douczyli się uczniowie, nauczeniu się tego (może tym razem nauczyciel wykorzysta inne sposoby uczenia) i na ponownym wykonaniu tych samych zadań. Tym razem uczniowie mogą już nie popełnić tych samych błędów. Nauczyciel może wówczas powiedzieć im „za pierwszym razem nie potrafiłeś zrobić tego, za drugim – gdy popracowałeś nad tym – zrobiłeś tak, jak należy”. Jaka z tego może wynikać nauka dla dziecka? Błąd to nie nieszczęście, błąd można poprawić. Ci którzy popełniają błędy nie są głupi. Błędy nie muszą się im stale zdarzać, a jak się zdarzą to można je poprawić.
Ktoś może powiedzieć, że ile razy może trwać takie poprawianie. Jeżeli założymy, że młodzi ludzie nie lubią czuć się dumni ze swoich osiągnięć, nie chcą widzieć, że coś od nich zależy, że mają wpływ na to co robią, to rzeczywiście może wydawać się, że poprawianie będzie trwało „wiecznie”. Ja uważam jednak, że wszyscy ludzie - także uczniowie - chcą czuć satysfakcję z tego, co robimy. Stwarzając uczniom warunki, w których błędy są tylko informacją zwrotną, a nie okazją do myślenia (lub / i słuchania) o ich niedostatkach oraz pomagając w naprawie mamy szansę, że osiągną sukcesy.  Sukcesy nie tylko na miarę klasówki z tego czy innego przedmiotu.
Pomyślmy, co dla nas dorosłych oznaczałoby , gdybyśmy popełniwszy błąd (a któż ich nie popełnia?) zamiast poczucia winy i pretensji do siebie, przeanalizowali go i bogatsi o doświadczenie następnym razem postąpili właściwie?


wtorek, 8 września 2015

O czym świadczą szkolne oceny?

O czym świadczą szkolne oceny?
Nowy rok szkolny się zaczął. Wkrótce zaczną się „odpowiedzi przy tablicy”, kartkówki, prace domowe, sprawdziany i - w tradycyjnie szkole -  nieodłącznie im towarzyszące oceny. Będą piątki, będą i jedynki. Mam wrażenie, że dorosłym czasem łatwo uznawać, że tylko uczeń jest odpowiedzialny za wyniki w nauce. Upraszczając - jeśli ma „dobre oceny” to stara się, jest zdolny, „będą z niego ludzie”. Jeżeli ma „złe oceny” to jest mało zdolnym leniem lekceważącym swoje obowiązki.  Gorzej, że przyklejenie jednej z tych etykiet czasem staje się samospełniającym się proroctwem. Młodzi ludzie zaczynają działać wg. tych programów zatracając swój potencjał.  Tylko, że szkolne oceny tylko w pewnym stopniu są miarą zdolności i wysiłków uczniów. Dzieci  są częścią systemów: rodzinnego, relacji rówieśniczych, szkolnego. To, co robią wynika przede wszystkim z ich sytuacji w tych systemach, a w ograniczonym stopniu z ich wolnej i świadomej woli.
Warto pomyśleć, że szkolne oceny mogą świadczyć m.in. o:
1.      Ilości czasu poświęconej przez ucznia na przygotowanie się do klasówki, odpowiedzi. Ilość czasu może zależeć od warunków w domu, może też zależeć tylko i wyłącznie od jego chęci.
2.      Talentach ucznia. Niektórzy ludzie świetnie radzą sobie z liczbami, inni lepiej tańczą, rysują.
3.      Nastawieniu ucznia do nauki konkretnego przedmiotu lub w ogóle nauki. Czasem „na złość” nauczycielowi można się nie uczyć. Czasem, aby zyskać jego sympatię można uczyć się bardzo chętnie. Można też nie uczyć się, aby wywrzeć presję na rodziców. Można uczyć się bardzo dobrze, aby zyskać ich aprobatę.
4.      Nastroju ucznia. Nie samą szkołą człowiek żyje. Można nie mieć „głowy do nauki”, gdy nie układają się relacje z przyjaciółmi lub ktoś się po prostu zakochał (młodym ludziom się to, co jakiś czas, zdarza –zresztą starszym też).
5.      Umiejętności uczenia się. Uczyć się też trzeba umieć. Wpatrywanie się martwym wzrokiem w stronę podręcznika nie wiem ile by trwało i tak nie będzie skuteczne.
6.      Postawie wobec ściągania. Niektórzy uczniowie nie chcą ściągać, inni nie potrafią. Są też tacy, którzy chcą, potrafią i to robią.
7.      Relacjach pomiędzy uczniami. Zdarza się, że w grupie prym wiodą ci, którzy uczenie się uważają za „frajerstwo”. Wówczas otrzymanie dobrej oceny to niemalże towarzyskie samobójstwo. Może być także odwrotnie – w klasie trwa wyścig, kto będzie miał lepsze oceny.
8.      Jakości zadań przygotowanych przez nauczyciela. Pytania niejasne, dotyczące nieistotnych szczegółów, zadane językiem nie dostosowanym do możliwości uczniów, mogą znakomicie utrudnić odpowiedź.
9.      Atmosferze, w jakiej był przeprowadzany sprawdzian. Strach utrudnia myślenie, zbytnie rozbawienie koncentrację.
10.  Umiejętnościach dydaktycznych nauczyciela. Można uczyć tak, że nawet trudne treści stają się proste. Można też rzeczy proste tak skomplikować, że uczniowie ich nie zrozumieją.
11.  Nastawieniu nauczyciela do swojej pracy. Inne efekty nauczania osiągają nauczyciele, którym zależy, inne ci, którzy „ten etap swoje pracy mają już za sobą”.
12.  Umiejętnościach interpersonalnych nauczyciela. Można być świetnym specjalistą w swojej dziedzinie i jednocześnie nie potrafić tworzyć atmosfery współpracy i zaufania z odbiorcami przekazywanych treści.
13.  Doborze treści nauczania. Jeżeli z lekcji na lekcję uczniom przychodzi opanowywać mnóstwo informacji, których sensu i przydatności nie widzą to nic dziwnego, że trudno im je zapamiętać.
14.  Sytuacji psychicznej nauczyciela podczas sprawdzania klasówek. Człowiek zmęczony po całym dniu pracy, zdenerwowany codziennymi kłopotami może pobieżniej przyglądać się pracom uczniów i oceniać je surowiej.
15.  Sytuacji w domu rodzinnym. Konflikty, trudna sytuacja ekonomiczna, uzależnienia (w tym pracoholizm) mogą spowodować, że młody człowiek poprzez dobre oceny będzie budował poczucie wartości. Może też spowodować, że na uczenie się już nie będzie miejsca w jego sercu.
16.  Postawy rodziców wobec osiągnięć dziecka. Gdy uczeń nie widzi, aby ktoś w domu się interesował się jego nauką to i on sam przestaje się tym przejmować. Gdy zaś dla rodziców stopnie są źródłem dumy rodzicielskiej i aprobaty wobec dziecka to wówczas może ono dążyć do jak najlepszych wyników.
17.  Postawy rodziców wobec życia w ogóle. Młodzi ludzie, którzy słyszą od rodziców, że „nic od nich nie zależy”, że „wszystko to układy i złodziejstwo” raczej nie będą się przykładać do nauki. Bo i po co? To i tak im w życiu nie pomoże.

Warto się zastanowić, ile z tych czynników zależy od ucznia. Młody człowiek przecież nie wybiera sobie talentów, rodziny, szkoły, nauczyciela, kolegów w klasie! Więc rodzicu, nauczycielu, wychowawco – gdy następnym razem zobaczysz stopnie dziecka – zastanów się, jak to się stało, że one takie są?  A jeżeli chcesz, aby były inne, pomyśl, co możesz zrobić?

czwartek, 27 sierpnia 2015

10 zdań, które demotywują Twoje dziecko...


Zapraszam do zajrzenia na portal mamadu.pl.

Został tam zamieszczony tekst warty przeczytania, zastanowienia się i wdrożenia wniosków w codzienne rodzicielskie życie.

Oto wybrane fragmenty tekstu:

10 zdań, które demotywują Twoje dziecko, chociaż wydaje ci się, że jest odwrotnie 

 1. "Ile razy mam ci powtarzać, żeby tak nie robić?"

 2. "Popatrz, co robisz, to idiotyczne/obrzydliwe/głupie/ bez sensu"

 3. "Jeszcze raz tak zrobisz, a zobaczysz"

 4. "Dlaczego nie możesz być taki jak Zenon?"

 5. "Zgubiłeś klucze? Brawo, genialnie"

 6. "Zobaczysz, nikt nie będzie się chciał z tobą bawić, jeśli nie zmienisz zachowania"

 7. "Nie dotykaj tego! Chcesz sie oparzyć?"

 8. "Mówiłam ci to już sto razy. Nigdy mnie nie słuchasz"

 9. "Jesteś niegrzeczny/ leniwy/zapominalski/gapa"

 10. "Na co czekasz? Rusz się!"

piątek, 19 czerwca 2015

Za co chwalić?

Koniec roku już tuż, tuż. Dzieci dostaną świadectwa. Dumnie je zaniosą do domu i pokażą rodzicom. Ci zaś pochwalą swoje dzieci mówiąc, jakie to są inteligentne. (tak, wiem że nie wszystkie dzieci się pochwalą świadectwami i nie wszyscy rodzice pochwalą swoje latorośle...).
I to będzie błąd. Nie chodzi mi o to, że chwalenie jest nieodpowiednie. Chwalić dzieci warto i należy. 
Pytanie tylko, za co je chwalić?
Amerykańska psycholożka Carol Dweck propaguje ideę rozróżnienia dwóch postaw życiowych (czy, jak kto woli sposobów myślenia o sobie i świecie - ang. mindset).
Dweck bada i opisuje fixed mindset - sposób myślenia o sobie zakładający niezmienność swoich cech, możliwości i growth mindset - myślenie, że możemy się rozwijać - jeżeli zdecydujemy się na wysiłek.
Myślenia o sobie i świecie dzieci uczą się poprzez to, jak wobec nich zachowują się dorośli. W filmiku poniżej przedstawiony jest jedne z eksperymentów Dweck. Dwie grupy dzieci poproszono o rozwiązanie prostego testu. Następnie dzieci w pierwszej pochwalono za inteligencję, jaką wykazały się rozwiązując test, zaś drugą grupę pochwalono za wysiłek, jaki dzieci włożyły w pracę. W kolejnym etapie zaproponowano dzieciom rozwiązanie jeszcze jednego testu. Tym razem dzieci mogły wybrać łatwiejszą lub trudniejszą wersję. Dzieci pochwalone za inteligencję zdecydowanie wybierały test łatwiejszy. Dzieci chwalone za wysiłek w 94% wybrały trudniejszy test! Dlaczego? Carol Dweck wyjaśnia: "Dziecko (lub dorosły) słyszy: o, myślisz o mnie, że jestem szczególnie inteligentny. To we mnie cenisz. Lepiej więc nie będę robił niczego, co może podważyć tę opinię. W rezultacie dziecko wybiera myślenie o sobie jako niezmiennej postaci, unika ryzyka w przyszłości i zamyka się na rozwój swoich zdolności".
Jeżeli mówimy o wynikach, jako rezultacie wysiłku to oznacza to, że dokładając starań możemy osiągnąć więcej. Zaczynamy myśleć o sobie, jako o kimś, kto może rozwijać swoje zdolności jeśli będzie coś robił w tym kierunku.
W dalszym ciągu eksperymentu dzieci wypełniały test, którego nie można było rozwiązać. Znowu te chwalone za inteligencję rezygnowały szybciej i były bardziej sfrustrowane. Te pochwalone za wysiłek pracowały dłużej, ciężej i znajdowały w tym więcej zadowolenia. Ostatnim etapem były wypełnienie testu o takie samej trudności, jak pierwszy. Wyniki były znaczące. Wyniki dzieci chwalonych za wysiłek były o 30 % wyższe w porównaniu z pierwszym testem. Wyniki dzieci z drugiej grupy były niższe o 20%.
Przypomnijmy, jedyne co różniło dzieci w dwóch grupach to to, za co były chwalone!
Jeżeli więc chcemy aby nasz dzieci dokładały starań, rozwijały się (swoje zdolności, umiejętności) to doceniajmy ich wysiłki, mówmy o tym, ile pracy włożyły. To będzie dla nich przydatniejsze i ważniejsze niż nasz zachwyt nad inteligencją, który może zamknąć im drogę do rozwoju.
Artur Brzeziński